Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać
1) zaproszenia na sercańskie rekolekcje dla dziewcząt
2) informacje na temat rozeznania powołania pojawiające się na tej stronie
zapisz się poniżej:
E-mail:
Imię:

 

Spotkanie o poranku



Szedłem dość długo szeroką drogą.
W głos roześmiany myślałem dumnie
o moim życiu znanym i szumnym,
o wielkich dziełach, jakich autorem
byłem dotychczas.
Wciąż przed oczyma widziałem ludzi
/całe ich rzesze/, których opinia
znaczy dziś dla mnie po prostu wszystko
lub prawie wszystko.




I przywiązany mym egoizmem do gniazdka, które uwiłem sobie, biegłem jak ślepiec w stronę przepaści. I pewny siebie chciałem, by wszyscy biegli tam ze mną.

 




Lecz dnia pewnego, gdy słońce cicho wzeszło na wschodzie, łagodny wietrzyk powiał po wielkiej pustyni serca - mojego serca.


Szum jego zdawał się do mnie mówić:

Gdzie idziesz, bracie, rozweselony radością świata?
Gdzie idziesz, bracie, głuchy na miłość,
która swe źródło ma w PRAWDZIE SAMEJ?
Gdzie idziesz, bracie, tańczący co dzień w rytm dźwięków świata?
Gdzie idziesz, bracie, który się zgadzasz
na bycie klownem w najgłupszym cyrku,
którego panem jest wielkie ego?

 

Słysząc te słowa tak delikatne i tak bolesne niezrozumieniem kolana moje dziwnie się zgięły - jakąś niewiedzą, jakimś szacunkiem… I nie wiedziałem czy to sen tylko, czy cichy wietrzyk naprawdę zechciał do mnie przemówić.

Miałem ochotę bronić swej dumy i mówić o tym:

  • że ja nie kradnę
  • i nie zabijam
  • ja należę do tych "porządnych"
  • że głuchy wcale dzisiaj nie jestem
  • że czynię wiele
  • że… prawo spełniam
  • że … to … i tamto.

 

Miałem ochotę…

Ale po chwili łagodna miłość nie pozwoliła mojej ambicji, by raz kolejny zatriumfować, by znów zwycięstwo odnieść nad prawdą... Zacząłem zatem słuchać uważnie cichego wiatru w którym po czasie odkryłem Ducha Samego Boga. Razem z słuchaniem topniał lód we mnie. W kamiennym sercu coś się burzyło.

TAK… TAK… W tym sercu zimnym na miłość wzrastała pewność, że do mnie właśnie brat Wiatr przemówił. Czułem, że SŁOWO zechciało właśnie do mnie przemówić, do mnie się zbliżyć, że w mym jestestwie zechciało przystań sobie uczynić.

Czas mijał szybko… Słońce ślepiło oczy południem a z jego żarem wzrastała we mnie szalona pewność, że słowa wiatru nie są snem wcale. Wszak je słyszałem coraz wyraźniej, choć krzyki świata brzmiące fałszywie chciały zagłuszyć TAJEMNE SŁOWO. To Ono cicho ale skutecznie chciało pozyskać mnie dziś dla prawdy, choć ostrość miecza bardzo bolała mą wielką pychę.

I ono szeptem mówiło dalej:

Błagam cię, bracie, wróć ze złej drogi -
drogi wygodnej, drogi szerokiej.
Ścieżyna wąska może cię tylko
wprowadzić w nieba piękne komnaty.
Czemu oddychasz strasznym powietrzem -
powietrzem grzechu, powietrzem śmierci?
Czy ci wygodnie w bagnie intencji
jedynie ludzkich?
Czemu twa radość weszła w przymierze
z obozem świata?

I drżałem cały lecz przyzwalałem dalej na słowa i ich słuchałem:

O bracie drogi!
Postępowaniem wcale nie świętym
brniesz w stronę piekła wraz z przyjaciółmi
swego pokroju.
Odpowiedzialny jesteś za siebie!
Odpowiedzialny jesteś za innych!
O, powróć dzisiaj na drogę prawdy!
Nie siedź już w błocie jak zwykła żaba!
Ty przeznaczony jesteś do życia
W prawdziwym szczęściu.
Ziemię Kanaan ty musisz zdobyć!
Czyżbyś zapomniał, że w domu Ojca
jest pod dostatkiem chleba miłości?
Po co się żywić strąkami, które świnie jeść mają?
Po co głód cierpieć, jeżeli Ojciec
chce dziś dla ciebie zastawić stoły chlebami życia?
Po co prowadzić życie nędzarza,
gdy Ojciec czeka z złotym pierścieniem,
z godową szatą.?
Twe nogi, któreś zranił wędrówką.
po kraju grzechu, mogą nałożyć przecież sandały!
Po co się smucić smętkiem światowym,
jeżeli Ojciec czeka z orkiestrą. gotową. zagrać pieśni miłości
po wszystkie wieki?
Wiesz, takie życie, które jest tylko
pozorem szczęścia, to czysty bezsens.
Pamiętasz, bracie, twą pierwszą. miłość?
Wszak na początku - ty właśnie, bracie,
chciałeś miłować więcej niż inni.
Pamiętasz, zatem, ileż radości
nosiłeś w sercu, kiedy kochaniem
się zajmowałeś?
Pamiętasz może uśmiech na twarzach
braci, sióstr wielu, których darzyłeś
bez interesu twoją. miłością.?
Pamiętasz swoje branie na barki Krzyża niemocy?
Czy wędrowanie bolesne w niebo pamiętasz jeszcze?
O, niemożliwe, abyś zapomniał
twą. spontaniczność, dziecięcą. radość.
Nie, niemożliwe, byś z własnej woli
wybrał ciemności, jeżeli kiedyś kochałeś Słońce.
I niemożliwe, ażebyś szansę
na ewangelię swojego życia spalił jak jakąś starą. gazetę.

Powstałem z klęczek jak obłąkany… Czułem jak nędza pali mą pychę, która lat wiele była mi królem myśli, słów, czynów. I czułem w sobie potworny ogień, który chce spalić we mnie tę miłość, jaka się zrodzić chce we mnie dzisiaj.
Tak… to był SZATAN, który znieść nie mógł totalnej klęski… Byłbym oszalał… gdybym sam walczył z strasznym demonem…

Lecz czułem również, że dzisiaj PRAWDA we mnie zwycięża jak niegdyś w Pawle zwalonym z konia…





I czułem ogrom Wielkiej Miłości,
która rozciąga płaszcz swój nade mną…
Zdawało mi się,
że niemowlęciem jestem dla PRAWDY,
która mnie tuli jak własna matka,
kochana matka…





O Bracie Wietrze, jak mam ci dzisiaj dziękować za to, żeś uratować mnie chciał przed śmiercią? O Duchu cichy, szumem swych skrzydeł tchnij nadal we mnie prawdę tajemną i zgódź się we mnie na ostrość miecza który odkrywa nędzę mą wielką!

I… jeszcze, Bracie…

Podziękuj Bogu za to, że mogłem dziś o poranku spotkać cię w ciszy i słyszeć głos twój - głos, który rani po to, by leczyć.

dłużnik